|

Wielokrotnie na naszym portalu ukazywały się relacje polskich grapplerów z Brazylii czy USA. Dzisiaj wychodzimy do Was z czymś bardziej egzotycznym, swoją relacje ze słoneczno-deszczowej Tajlandii wysyła Wam czarny pas BJJ- Tomasz „Pająk” Stasiak. Nasz rodak po raz kolejny zawitał do Tiger Muay Thai w miejscowości Phuket. Już po pierwszej wizycie Tomka zawodnicy gym’u byli pod wrażeniem technik i umiejętności parterowych jakimi dysponuje. Nie dziwi też kolejne zaproszenie na treningi jakie otrzymał.
Pająk po pierwszym treningu w Tajlandii…
DZIENNIK POKLADOWY TOMASZA STASIAKA…
Po krótkiej podróży trwającej około 30 godzin- mega przyjemnym locie najpierw z Poznania do Frankfurtu potem do Bangkoku a na koniec do rajskiego Phuket…w samolotach w których nawet frodo Bagins z Władcy Pierścienia nie miałby zbyt dużej swobody ruchu dotarliśmy na miejsce.
W Tajlandii jest rok 2055 więc parę latek nam uciekło…Po odespaniu 30 h podroży udaliśmy się na tzw Shopping Fighting czyli walkę ze sprzedawcami wszystkiego i niczego. Okazało się, że wraz z moją kobietą Agatą mamy więcej przyjaciół w Tajlandii niż w Polsce. Na każdym stoisku jest człowiek, który chwytał moje przedramię niczym zapaśnik w mocny uścisk wykonując „przeprowadzkę” (dop red. Manewr zapaśniczy polegający na zaciągnięciu przeciwnika i zajścia za plecy) na swoje stoisku wręczając mi kalkulator z zapytaniem ile jestem wstanie dać za jakiś element dekoracyjny na segment
Dzisiaj ostatni dzień wolności od jutra zaczynamy treningi. Raye właściciel Tiger Muay Thai, czarny pas z Brazilian Top Team poprosił mnie, abym pomógł w przygotowaniach jego zawodnika do turnieju BJJ w Kuala Lumpur stolicy Malezji (dotychczas myślałem, że to rodzaj tajskiego masażu). Plan treningowy jest taki; raz dziennie yoga, raz dziennie muay thai i raz dziennie trening w gi z tutejszymi zawodnikami. Na terenie gym’u Tiger Muay Thai jest około 300 zawodników- brakuje tylko Leonidasa : ) Z chęcią przejąłbym tą zaszczytną funkcję, więc dzisiaj poprowadziłem pierwszy trening BJJ. W grupie miałem min. swoją narzeczoną Agatę Bielecką- szacunek, że przeżyła trening w takiej saunie; Koreańczyka- tutejszą nadzieję medalową, bardzo solidny i twardy chłopak, dziewczyne z Finlandii czy Amerykanina. Wielu Polaków walczy fizycznie oferując sporą krzepę, solidny mocny uchwyt .Wydaje mi się, że Korea musi być gdzieś niedaleko naszej ukochanej ojczyzny bo zawodnik z Korei walczy jak nasi rodacy, ma w dłoniach imadło. Mimo wszystko w porównaniu do naszego trenera Piotra Bagińskiego to zaledwie kombinereczki. Na treningu trochę pokulaliśmy się, zrobiliśmy kilka technik, parę sweepów, dźwigni, duszeń kończąc na sparingach i walkach zadaniowych gdzie pokazałem stargardzki flow i hawajski luz. Nikomu nie udało się uciec z sieci pająka, mam nadzieję, że po moim wyjeździe tutejsi zawodnicy będą cierpieć przez jakiś czas na arachnofobie. Na poważnie to przyznam szczerzę, że nie dziwi mnie dlaczego na 300 zawodników tylko kilka trenuje w gi. Jest maksara! Temperatura zabija nawet takiego zapaleńca jak ja! Efekt, końcowy był taki, że zawodnikom podobało się polskie brazylijskie jiu-jitsu i chcą abym dalej ich katował. Od poniedziałku ruszam z wielkim hukiem; rano yoga, potem taj i na koniec trening w gi- już po pierwszym przeklinam gościa, który wymyślił kimona. Tutaj nawet ultra lekkie plecionki sprawiają wrażenie średniowiecznej zbroji płytowej.
Ponieważ z natury jestem optymistą i podobno nawet na cmentarzu widzę same plusy nie będę dalej narzekał. Z uśmiechem na ustach wskoczyłem popływać troszkę do wody na plaży gdzie jest więcej ludzi z całego świata niż Chińczyków w Chinach. Temperatura wody nie sprzyja schłodzeniu ciała a kobiety poruszają się zygzakami bez staników …
Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytających a w szczególności cały BERSERKERS TEAM! C.d.n



|